Branże Archive

0

Cybersecurity: Linchpin of the digital enterprise

Two consistent and related themes in enterprise technology have emerged in recent years, both involving rapid and dramatic change. One is the rise of the digital enterprise across sectors and internationally. The second is the need for IT to react quickly and develop innovations aggressively to meet the enterprise’s digital aspirations. Exhibit 1 presents a “digitization index”—the results of research on the progress of enterprise digitization within companies, encompassing sectors, assets, and operations.

As IT organizations seek to digitize, however, many face significant cybersecurity challenges. At company after company, fundamental tensions arise between the business’s need to digitize and the cybersecurity team’s responsibility to protect the organization, its employees, and its customers within existing cyber operating models and practices.

If cybersecurity teams are to avoid becoming barriers to digitization and instead become its enablers, they must transform their capabilities along three dimensions. They must improve risk management, applying quantitative risk analytics. They must build cybersecurity directly into businesses’ value chains. And they must support the next generation of enterprise-technology platforms, which include innovations like agile development, robotics, and cloud-based operating models.

Cybersecurity’s role in digitization

Every aspect of the digital enterprise has important cybersecurity implications. Here are just a few examples. As companies seek to create more digital customer experiences, they need to determine how to align their teams that manage fraud prevention, security, and product development so they can design controls, such as authentication, and create experiences that are both convenient and secure. As companies adopt massive data analytics, they must determine how to identify risks created by data sets that integrate many types of incredibly sensitive customer information. They must also incorporate security controls into analytics solutions that may not use a formal software-development methodology. As companies apply robotic process automation (RPA), they must manage bot credentials effectively and make sure that “boundary cases”—cases with unexpected or unusual factors, or inputs that are outside normal limits—do not introduce security risks.

About the author(s)

James Kaplan is a partner in McKinsey’s New York office, Wolf Richter is a partner in the Berlin office, and David Ware is an associate partner in the Washington, DC, office.

More: www.mckinsey.com

0

Ericsson Mobility Report

  • do końca 2025 roku liczba abonentów 5G przekroczy 2,6 mld
  • Do końca 2025 roku sieci 5G będą obejmowały swoim zasięgiem 65% światowej populacji oraz będą obsługiwały 45% globalnego, mobilnego transferu danych
  • W roku 2025 użytkownicy smartfonów będą przesyłali miesięcznie średnio 24 GB danych (obecnie – 7,2 GB). Będzie to wynikało z rosnącej popularności serwisów wideo oraz z udostępnienia nowych usług
  • Szacuje się, że liczba połączeń komórkowych działających w ramach Internetu Rzeczy wzrośnie z 1,3 mld na koniec 2019 roku do 5 miliardów na koniec 2025 roku

Ericsson (NASDAQ: ERIC) przewiduje, że w ciągu sześciu najbliższych lat liczba abonentów korzystających z technologii 5G przekroczy 2,6 mld. Będzie to możliwe dzięki stałej i szybkiej rozbudowie całego ekosystemu 5G. Prognoza ta została opublikowana w tegorocznym, listopadowym wydaniu raportu „Ericsson Mobility Report” wraz z innymi przewidywaniami dotyczącymi tego, jak wedle firmy Ericsson kształtować się będzie rynek pod koniec 2025 roku.

Autorzy raportu przewidują, że średni, miesięczny transfer danych dokonywany przy użyciu jednego smartfona wzrośnie z 7,2 GB obecnie do 24 GB do końca 2025 roku. Będzie to wynikało częściowo z nowych zachowań konsumenckich, takich jak prowadzenie streamingu w technologii wirtualnej rzeczywistości. 7,2 GB to ilość wystarczająca do przesłania codziennie 21 minut filmu w jakości HD (1280 x 720). 24 GB pozwalają już przesłać codziennie 30 minut materiału wideo HD oraz sześć minut treści związanych z technologią wirtualnej rzeczywistości.

Raport przewiduje także, że do końca 2025 roku sieci 5G będą obejmowały swoim zasięgiem 65% światowej populacji oraz będą obsługiwały 45% globalnego, mobilnego transferu danych. Wiodący operatorzy telekomunikacyjni w Azji, Australii, Europie, na Bliskim Wschodzie oraz w Ameryce Północnej uruchomili swoje sieci 5G w roku 2019. W Korei Południowej, w której sieć 5G działa już od kwietnia 2019 roku, odnotowywany jest znaczny wzrost zainteresowania tym nowoczesnym rozwiązaniem. Do końca września 2019 roku wszyscy lokalni operatorzy komórkowi pozyskali już ponad 3 miliony abonentów korzystających z technologii 5G. Uruchomienie sieci 5G w Chinach, które miało miejsce pod koniec października, również spowodowało konieczność zaktualizowania prognoz dotyczących liczby abonentów, którzy wykupią usługi 5G do końca 2019 roku – z 10 na 13 milionów.

Fredrik Jejdling, Wiceprezes firmy Ericsson i Dyrektor ds. Sieci, zauważa: „Cieszymy się, że sieć 5G budzi tak duże zainteresowanie niemal wśród wszystkich producentów sprzętu. W roku 2020 urządzenia kompatybilne z 5G wejdą na rynek masowy, co jeszcze bardziej zwiększy popularność nowego standardu komunikacji. Pytanie nie brzmi już czy, lecz jak szybko będziemy w stanie wykorzystać jego możliwości, zaspokajając tym samym konkretne potrzeby konsumentów indywidualnych i biznesowych. Standard 4G jest ważnym rozwiązaniem zapewniającym możliwość komunikowania się w wielu rejonach świata. Modernizacja sieci również odgrywa istotną rolę w transformacji technologicznej, której doświadczamy.”

Biorąc pod uwagę aktualne tempo wzrostu popularności 5G, oczekuje się, że liczba abonentów korzystających z tego rozwiązania będzie rosła znacznie szybciej niż w przypadku LTE. Nowa technologia będzie zyskiwać na popularności najszybciej w Ameryce Północnej – zgodnie z przewidywaniami, do końca 2025 roku z 5G korzystać będzie aż 74% abonentów. Kolejne miejsca w rankingu zajmą: Azja Północno-Wschodnia (56%) oraz Europa (55%).

W raporcie przedstawiono również inne prognozy: łączna liczba połączeń komórkowych działających w ramach Internetu Rzeczy wzrośnie z 1,3 mld na koniec 2019 roku do 5 mld na koniec 2025 roku – co oznacza roczny przyrost o 25%. Szacuje się, że 52% połączeń IoT będzie realizowanych w roku 2025 z wykorzystaniem technologii NB-IoT oraz Cat-M. W III kwartale 2019 roku odnotowano znaczący, bo aż 68% wzrost ilości przesyłanych danych (liczony rok do roku). Wynika on z większej liczby posiadaczy smartfonów w Indiach, z rosnącego miesięcznego transferu danych na użytkownika odnotowanego w Chinach, a także z rosnących możliwości samych urządzeń, rosnącej objętości przesyłanych treści oraz przystępnych cen taryf.

Spostrzeżenia klientów przedstawione w artykułach opracowanych przy współpracy z partnerami zewnętrznymi

W raporcie opublikowano również artykuł opracowany przy współpracy z SK Telekom. Przedstawiono w nim szczegółowo stosowaną przez południowokoreańskiego operatora strategię wdrażania 5G w ramach klastrów. Strategia ta skupia się głównie na zapewnieniu klientom wysokiej jakości rozwiązań 5G oraz na udostępnieniu im innowacyjnych usług w wybranych lokalizacjach geograficznych. Kolejny artykuł, napisany wspólnie z MTN Group, przedstawia działania południowoafrykańskiego operatora, które koncentrują się na jakości obsługi klientów i na zachowaniu ich lojalności. Tego typu podejście przełożyło się na wymierną poprawę jakości sieci oraz na zyski komercyjne generowane w Ruandzie i Ghanie.

Raport zawiera również dogłębną analizę planów taryfowych stosowanych przez poszczególnych operatorów. Wynika z niej, że u większości operatorów, którzy uruchomili usługi 5G, zostały one wycenione około 20 procent wyżej niż obecna oferta 4G. Ostatni z artykułów opisuje zastosowanie Internetu Rzeczy w sektorze motoryzacyjnym – zarówno w rozwiązaniach związanych z transportem pasażerskim, jak i towarowym.

Zapoznaj się z pełną wersją raportu „Ericsson Mobility Report” z listopada 2019 roku.

Firma Ericsson zawarła już z różnymi operatorami telekomunikacyjnymi ponad 75 umów na komercyjne wdrożenie sieci 5G. 23 sieci rozpoczęły już działalność.

Katarzyna Pąk

0

Deloitte – Światowy rynek sztuki do wzrostu potrzebuje transparentności

Trzy czwarte kolekcjonerów przed inwestowaniem w dzieła sztuki powstrzymuje brak jednolitych regulacji i metod wyceny

 

W ciągu 10 ostatnich lat wartość majątku osób, które posiadają co najmniej milion dolarów podwoiła się, podczas gdy rynek sztuki wzrósł nominalnie zaledwie o 9 proc. Nie oznacza to, że kolekcjonerzy i zarządzający majątkami nie chcą lokować kapitału w sztukę. Aż 81 proc. kolekcjonerów oczekuje, że zarządcy ich aktywów zaoferują im tę formę lokaty. Tych drugich natomiast powstrzymuje brak możliwości jasnej oceny ryzyka, uniwersalnych regulacji prawnych oraz niska płynność. Zdaniem autorów szóstej edycji raportu firmy doradczej Deloitte i ArtTactic „Art & Finance 2019” globalny rynek sztuki jest niedowartościowany w stosunku do rosnącego poziomu zamożności społeczeństwa.

W pierwszej połowie 2019 r. globalna sprzedaż w największych domach aukcyjnych zmniejszyła się r/r aż o 20 proc. Oznaki spowolnienia były jednak dostrzegalne już w drugiej połowie 2018 r. Spadki wśród liderów rynku są spowodowane widmem Brexitu oraz trwającą wojną handlową między USA a Chinami. Także wskaźnik ryzyka na rynku wzrósł w ostatnim roku o 10 proc.

Duże szanse dla rynku sztuki pokazują statystyki dotyczące rosnącej zamożności na świecie. Majątek osób z grupy HNWI (posiadacze majątku o wartości co najmniej miliona dolarów) urósł w latach 2008-2018 dwukrotnie. Nie przełożyło się to jednak pozytywnie na rynek sztuki, który w analogicznym okresie zwiększył się nominalnie tylko o 9 proc. Mimo to, eksperci dostrzegają potencjał w tej branży, tym bardziej, że ponad 80 proc. kolekcjonerów oczekuje, że zarządcy ich aktywów zaoferują im tę formę lokaty kapitału. To spory wzrost od ostatniego badania w 2017 r. , kiedy deklarowało to 66 proc. zapytanych. Szacuje się, że wartość dzieł sztuki w kolekcjach UHNWI (posiadacze majątku powyżej 30 milionów dolarów) wynosi obecnie 1,74 biliona dolarów, a do 2023 r. ma osiągnąć wycenę 2,13 biliona dolarów. Zdaniem ekspertów Deloitte pokazuje to, że najbogatsi będą napędzać inwestycje w tym obszarze. Aby jednak wykorzystać okazję, należy rozwiązać bariery prawne zniechęcające inwestorów.

Światowy rynek inwestycji w dzieła sztuki teoretycznie ma się dobrze. Od lat dostrzegamy wzrost liczby transakcji i długoterminowo rosnącą wartość dzieł, lecz widać także, że najbogatsi i ich doradcy zachowują powściągliwość w stosunku do tej klasy aktywów. 58 proc. badanych przez nas tzw. wealth managerów, czyli doradców klientów zamożnych, twierdzi, że główną przeszkodą jest dla nich brak uniwersalnych regulacji prawnych, które zapewnią bezpieczeństwo transakcji między rynkami. Istotne dla inwestorów jest także szacowanie ryzyka inwestycji, co według większości badanych doradców jest bardzo trudne ze względu na brak jasnych standardów, uważa Seweryn Dąbrowski, Partner w dziale Doradztwa Podatkowego, Lider Deloitte Private Tax.

75 proc. zapytanych kolekcjonerów stwierdziło, że brak przejrzystości jest jednym z największych zagrożeń dla reputacji rynku. Jest to duży wzrost w porównaniu z 2017 rokiem (62 proc.), ale też oznacza najwyższy od 2016 r. poziom zgodności. Tak samo uważa bowiem 75 proc. rzeczoznawców i 77 proc. zarządców aktywów.

Właśnie na skutek braku jednolitych regulacji w Europie słabo rozwinięty jest np. rynek kredytów zabezpieczonych dziełami sztuki, który z powodzeniem funkcjonuje w USA, a jego globalna wartość oscyluje między 21 a 24 miliardami dolarów. Tylko 32 proc. banków w Europie deklaruje, że w najbliższym roku skupi się na takiej formie zabezpieczenia, w stosunku do 80 proc. instytucji finansowych w USA. Na naszym kontynencie nie istnieje też jeden wspólny system rejestracji opłat od ruchomości, który byłby odpowiednikiem amerykańskiego Uniform Commercial Code. Choć każdy kraj europejski ma własny system, to wiele z nich nie jest dopasowanych do współczesnego rynku kredytów zabezpieczanych dziełami sztuki.

Recepta na wzrosty

Ankietowani Deloitte są zgodni co do tego, że rynek dzieł sztuki potrzebuje jednolitych uregulowań prawnych. Specjaliści liczą, że wdrożenie w styczniu 2020 r. przez Unię Europejską V dyrektywy AML, będzie katalizatorem wzrostu płynności na rodzimym rynku dzieł sztuki. Mimo swej specyfiki dla celów inwestycyjnych branża powinna być uregulowana na wzór rynku finansowego czy systemu prawnego. 54 proc. zarządzających majątkami w Europie uważa, że wątpliwe kwestie powinny zostać uregulowane prawnie przez poszczególne państwa.

Teoretycznie wiadomo, co trapi uczestników rynku, ale na przestrzeni lat zwłaszcza w Europie, wciąż brakuje odpowiednich narzędzi do lokowania dużych kwot w dzieła sztuki. Wskazówki pomagające zwiększyć zaufanie do tego rynku zostały już wypracowane przez kolekcjonerów, rzeczoznawców i inwestorów. Większość wyraźnie wskazuje, że brakuje im bazy dzieł, dostępu do historycznych danych rynkowych i nowoczesnych narzędzi analiz. Wielu oczekuje utworzenia instytucji o charakterze agencji ratingowej dla rynku sztuki, komentuje Kamil Kucharczyk, Wicedyrektor w dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Narzędziem, które napędza obroty na rynku i zdobywa coraz większą popularność są aukcje gwarantowane, które stanowiły w 2018 r. 58 proc. wszystkich aukcji. Gwarancje osiągnęły wartość 1,29 miliarda dolarów i szacuje się, że w następnych latach ta wartość będzie wzrastać.

Inwestycjom w dzieła sztuki pomoże też rosnąca branża ArtTech. 84 proc. kolekcjonerów (45 proc. w 2017 r.) i 76 proc. rzeczoznawców (54 proc. w 2017 r.) uważa, że nowoczesna technologia pomoże wyceniać oraz badać autentyczność dzieł. Na przestrzeni ostatnich 8 lat ArtTechowe startupy otrzymały od inwestorów 600 milionów dolarów. Dużo dzieje się także w sieci, gdyż obrót sztuką online wzrósł w 2018 r. o 9,8 proc. do 4,64 miliardów dolarów.

Nowy termin – holistyczne zarządzanie majątkiem

Eksperci Deloitte dostrzegają, że w najbliższych latach zmianie ulegnie podejście wealth managerów do zarządzania majątkiem klientów. Znaczenia nabiorą osobiste relacje oraz emocje. W branży pojawił się termin zarządzania holistycznego, co oznacza wzrost zainteresowania inwestycjami alternatywnymi, w tym sztuką. W ciągu ostatniego roku aż 72 proc. zarządzających skutecznie proponowało swoim klientom zakup dzieł sztuki. Tutaj pojawia się jednak wyzwanie dla managerów, którzy powinni budować kompetencje w zakresie wyceny i doradztwa inwestycyjnego w dzieła sztuki. Obecnie bowiem, określają swoją wiedzę na niskim poziomie. Aż 86 proc. z nich deklaruje chęć skorzystania z usług specjalisty od wycen dzieł sztuki.

Ważnym elementem wealth managementu jest także planowanie spadkowe, które stanowi najistotniejszą z usług dla 76 proc. kolekcjonerów. Obok wyceny dzieł sztuki są to dwa priorytety dla kolekcjonerów, ściśle związane z następstwem pokoleń. Większość rzeczoznawców widzi wzrost zapotrzebowania i uważa, że ich klienci właśnie te usługi uznają za najważniejsze

Kolekcjonerzy dostrzegają potencjał w rynku sztuki i oczekują od swoich zarządzających wyższych kompetencji w tym zakresie. Chcąc budować długoterminowy portfel inwestycyjny, nie sposób pominąć aktywów alternatywnych. Czekająca nas zmiana pokoleń to także sygnał, że inwestorzy będą chcieli „wyposażyć” swoich spadkobierców w aktywa mało podatne na wahania nastrojów w światowej gospodarce. Jednak, aby kolekcje prywatnych dzieł sztuki nie zostały rozczłonkowane pomiędzy różnych spadkobierców, mogą one zasilać majątki fundacji rodzinnych, których właścicielami będą właśnie owi spadkobiercy czy tez sukcesorzy. Rośnie także postrzeganie dzieł sztuki jako inwestycji odpowiedzialnych społecznie. Dla świadomych nabywców nie liczy się wyłącznie zysk, ale poczucie kultywowania naszej historii i możliwość dzielenia się dziełami z odwiedzającymi galerie i muzea, dodaje Tadeusz Dulian, Doradca firm rodzinnych w Deloitte.

Specjaliści Deloitte ukazują jasne trendy, które wpłyną na rynek dzieł sztuki w najbliższych latach. Wiele z nich będzie zależało od współpracy kolekcjonerów, rzeczoznawców, doradców zarządzających majątkiem i rządów państw. Potrzebne są jednolite regulacje, które scalą światowy rynek i sprawią, że obrót dziełami sztuki stanie się przejrzysty i możliwy do oceny pod kątem ryzyka inwestycyjnego.

***

O badaniu

Badanie Deloitte i firmy analitycznej ArtTactic trwało od kwietnia do czerwca 2019 r. Zostały nim objęte 54 banki prywatne i 25 firm świadczących usługi zarządzania majątkiem, a także 105 znaczących kolekcjonerów sztuki i 138 rzeczoznawców branżowych.

ArtTactic Ltd to londyńska firma, specjalizująca się w badaniu rynku dzieł sztuki i zbieraniu danych. Jest liderem w dziedzinie opracowywania nowych metod analizy danych oraz narzędzi badawczych dla branży dzieł sztuki.

0

Financial crime and fraud in the age of cybersecurity

As cybersecurity threats compound the risks of financial crime and fraud, institutions are crossing functional boundaries to enable collaborative resistance.

In 2018, the World Economic Forum noted that fraud and financial crime was a trillion-dollar industry, reporting that private companies spent approximately $8.2 billion on anti–money laundering (AML) controls alone in 2017. The crimes themselves, detected and undetected, have become more numerous and costly than ever. In a widely cited estimate, for every dollar of fraud institutions lose nearly three dollars, once associated costs are added to the fraud loss itself. 1 Risks for banks arise from diverse factors, including vulnerabilities to fraud and financial crime inherent in automation and digitization, massive growth in transaction volumes, and the greater integration of financial systems within countries and internationally. Cybercrime and malicious hacking have also intensified. In the domain of financial crime, meanwhile, regulators continually revise rules, increasingly to account for illegal trafficking and money laundering, and governments have ratcheted up the use of economic sanctions, targeting countries, public and private entities, and even individuals. Institutions are finding that their existing approaches to fighting such crimes cannot satisfactorily handle the many threats and burdens. For this reason, leaders are transforming their operating models to obtain a holistic view of the evolving landscape of financial crime. This view becomes the starting point of efficient and effective management of fraud risk.

The evolution of fraud and financial crime

Fraud and financial crime adapt to developments in the domains they plunder. (Most financial institutions draw a distinction between these two types of crimes: for a view on the distinction, or lack thereof, see the sidebar “Financial crime or fraud?”) With the advent of digitization and automation of financial systems, these crimes have become more electronically sophisticated and impersonal.

Financial crime or fraud?

For purposes of detection, interdiction, and prevention, many institutions draw a distinction between fraud and financial crime. Boundaries are blurring, especially since the rise of cyberthreats, which reveal the extent to which criminal activities have become more complex and interrelated. What’s more, the distinction is not based on law, and regulators sometimes view it as the result of organizational silos. Nevertheless, financial crime has generally meant money laundering and a few other criminal transgressions, including bribery and tax evasion, involving the use of financial services in support of criminal enterprises. It is most often addressed as a compliance issue, as when financial institutions avert fines with anti–money laundering activities. Fraud, on the other hand, generally designates a host of crimes, such as forgery, credit scams, and insider threats, involving deception of financial personnel or services to commit theft. Financial institutions have generally approached fraud as a loss problem, lately applying advanced analytics for detection and even real-time interdiction. As the distinction between these three categories of crime have become less relevant, financial institutions need to use many of the same tools to protect assets against all of them.

One series of crimes, the so-called Carbanak attacks beginning in 2013, well illustrates the cyber profile of much of present-day financial crime and fraud. These were malware-based bank thefts totaling more than $1 billion. The attackers, an organized criminal gang, gained access to systems through phishing and then transferred fraudulently inflated balances to their own accounts or programmed ATMs to dispense cash to waiting accomplices (Exhibit 1).

We strive to provide individuals with disabilities equal access to our website. If you would like information about this content we will be happy to work with you. Please email us at: McKinsey_Website_Accessibility@mckinsey.com

Significantly, this crime was one simultaneous, coordinated attack against many banks. The attackers exhibited a sophisticated knowledge of the cyber environment and likely understood banking processes, controls, and even vulnerabilities arising from siloed organizations and governance. They also made use of several channels, including ATMs, credit and debit cards, and wire transfers. The attacks revealed that meaningful distinctions among cyberattacks, fraud, and financial crime are disappearing. Banks have not yet addressed these new intersections, which transgress the boundary lines most have erected between the types of crimes (Exhibit 2).

More: https://www.mckinsey.com/business-functions/risk

Authors: Salim Hasham is a partner in McKinsey’s New York office, where Shoan Joshi is a senior expert; Daniel Mikkelsen is a senior partner in the London office.

0

Robotyzacja “Made in Poland”

Polskie firmy zaczynają rozumieć, że na korzyści z robotyzacji warto poczekać

46 proc. przedsiębiorstw w Polsce posiada strategię wprowadzania inteligentnej automatyzacji dla całego przedsiębiorstwa

Ponad połowa polskich przedsiębiorstw nie rozpoczęła jeszcze wdrażania automatyzacji. Najwięcej, bo 36 proc. deklaruje, że w ich organizacjach pilotażowo pracuje zaledwie od 1 do 10 robotów. Te dane zaskakują, ponieważ aż 66 proc. liderów polskich firm uważa, że ich przedsiębiorstwa dysponują zasobami ludzkimi i umiejętnościami pozwalającymi na zwiększanie poziomu automatyzacji. W skali globalnej odpowiedziało tak tylko 46 proc. badanych. Autorzy badania firmy doradczej Deloitte „Automation with intelligence” po raz pierwszy zauważają u firm nad Wisłą tak sporą zmianę w podejściu do tego tematu. Z badania wynika, że rodzime przedsiębiorstwa zaczynają przełamywać bariery, które utrudniały im wdrażanie automatyzacji na dużą skalę i patrzą na te rozwiązania, jak na proces, który powinien dotyczyć całej organizacji. To krok w dobrą stronę, bo jak szacują eksperci Deloitte, w ciągu trzech lat automatyzacja może zapewnić średnie obniżenie kosztów o 22 proc.

W przeprowadzonym w maju badaniu Deloitte wzięło udział 523 menedżerów największych przedsiębiorstw w 26 krajach, w tym także z Polski. Łączne obroty ich firm sięgają 2,7 biliona dolarów rocznie.

Inteligentna automatyzacja oprócz wykonywania prostych, powtarzających się zadań takich jak np. skanowanie dokumentów i wprowadzanie danych do systemów pozwala również naśladować bardziej zaawansowane ludzkie umiejętności, takie jak rozpoznawanie obrazu czy czytanie zeskanowanych dokumentów. Z analizy odpowiedzi uczestników badania wynika, że w ciągu roku podwoiła się liczba organizacji, które wdrożyły automatyzację na szeroką skalę. Blisko 8 proc. przedstawicieli kadry kierowniczej na całym świecie twierdzi, że wprowadziło w firmie ponad 50 rozwiązań takich jak robotyka, uczenie maszynowe i przetwarzanie języka naturalnego. W Polsce odpowiedziało tak 6 proc. ankietowanych. Wciąż jednak 51 proc. firm w Polsce i 42 proc. organizacji na świecie nawet nie rozpoczęło procesu automatyzacji.

Jeden duży krok zamiast dwóch mniejszych

Połowa liderów z Polski deklaruje, że w wielu projektach łączy automatyzację procesów (RPA) ze sztuczną inteligencją (AI). Globalnie odpowiedziało tak 29 proc. ankietowanych.
Na połączeniu RPA z AI opiera swoją strategię aż 45 proc. firm na świecie, które są na etapie podnoszenia poziomu automatyzacji. Podobnie robi tylko 36 proc. organizacji, które dopiero zaczynają wdrażanie inteligentnej automatyzacji, a jeszcze mniej, bo tylko 20 proc. organizacji, które są na etapie testów.

Zwiększenie produktywności jest głównym celem aż 73 proc. przedsiębiorstw (zarówno polskich jak i globalnych), które wdrażają strategię inteligentnej automatyzacji. Co ciekawe, połowa ankietowanych z Polski przyznaje, że połączenie RPA i AI przekroczyło ich oczekiwania dotyczące zwiększenia produktywności, a druga połowa deklaruje, że efekty dotyczące doświadczeń klienta są lepsze niż się spodziewała.

Raport: Inteligentna Automatyzacja

Jak zmienić koncepcję firmy w nowej erze współpracy z maszynami na podstawie raportu Deloitte „Inteligentna

Przejdź do strony raportu

Przykładowo, organizacje pilotujące inteligentną automatyzację oczekują, że koszty tej inwestycji zwrócą się w ciągu piętnastu miesięcy. Tymczasem, już po dziewięciu miesiącach odnotowują średni zwrot z inwestycji. Choć widzimy dużą zmianę w podejściu polskich organizacji do inteligentnej automatyzacji, to wciąż jednak redukcja kosztów produkcji jest główną korzyścią, jakiej oczekują przedsiębiorstwa  – mówi Wojciech Sygnowski, Partner, Lider obszaru integracji systemów oraz robotyki i inteligentnej automatyzacji, Deloitte.

Połowa polskich organizacji oczekuje zmniejszenia kosztów o 1-10 proc., globalnie odpowiedziało tak 40 proc. firm.

Bariery do pokonania

Dotychczasowy apetyt na szybkie korzyści z robotyzacji pojedynczych procesów zostawił polskie firmy w tyle za zagranicznymi przedsiębiorstwami, które dziś cieszą się znacznie większym stopniem skalowalności takich rozwiązań dzięki zastosowaniu inteligentnej automatyzacji. Zdaniem ekspertów Deloitte większość organizacji robi postępy w stosowaniu inteligentnej automatyzacji, mimo że na ich drodze wciąż stoi wiele istotnych barier. Dla 58 proc. polskich firm zdecydowanie największą z nich jest brak gotowości informatycznej, czyli infrastruktury i systemów. Globalnie takiej odpowiedzi udzieliło 48 proc. zapytanych. Dla 54 proc. polskich firm na drodze do szybkiej automatyzacji stoi również fragmentacja procesów. To zdecydowanie największy problem dla firm za granicą, odpowiedziało tak aż 66 proc. pytanych. Na trzecim miejscu wśród największych barier jest w Polsce brak jasnej wizji i ambicji w zakresie inteligentnej automatyzacji. To bariera dla 42 proc. firm nad Wisłą i 38 proc. globalnie.

Konieczna wizja…

Zdaniem ekspertów Deloitte organizacje, które wdrożyły lub wdrażają automatyzację na dużą skalę, to te, które mają jasną wizję, strategię i podejście do czerpania korzyści z automatyzacji. Potraktowały ją jak wyzwanie dla całej organizacji i stworzyły warunki do jej rozwoju i skalowania.
Prawie połowa polskich przedsiębiorstw (46 proc.) ma kompleksową strategię inteligentnej automatyzacji swojego przedsiębiorstwa. Globalnie deklaruje to tylko 36 proc. liderów firm. To zaskakuje, tym bardziej, że w ciągu najbliższych trzech lat kadra kierownicza spodziewa się, że automatyzacja zwiększy możliwości zatrudnienia w ich firmach o 27 proc.

To oznacza prawie 2,5 miliona dodatkowych pełnoetatowych pracowników. A mówimy tylko o tych 523 organizacjach, które wzięły udział w naszym badaniu. To doskonale pokazuje, jak znakomitą okazją do zwiększenia produktywności, ale też wpłynięcia na rynek pracy jest skalowanie automatyzacji. Rola pracowników zostaje przeprojektowana, a ich praca nabiera większego znaczenia

– mówi Piotr Kurek, Starszy Menedżer w zespole robotyki i inteligentnej automatyzacji, Deloitte.

Warto tu wspomnieć, że mimo szerokiej wiedzy o potencjalnych korzyściach 44 proc. organizacji nie posiada jeszcze szacunków, w jaki sposób ich strategie automatyzacji wpłyną na pracowników. W Polsce takiej odpowiedzi udzieliło jedynie 14 proc. ankietowanych. Z kolei 43 proc. liderów znad Wisły i 30 proc. globalnie odpowiedziało, że maksymalnie jedna dziesiąta ich zespołów odnotowała zmiany w ich rolach, zadaniach i sposobie pracy w związku z wprowadzeniem inteligentnej automatyzacji.

…i gotowość na zmiany

Współpraca ludzi i sztucznej inteligencji wymaga zmian organizacyjnych. Tymczasem 60 proc. zbadanych przez Deloitte przedsiębiorstw na świecie nie wie, czy automatyzacja będzie wymagała od ich pracowników przekwalifikowania. W Polsce takiej odpowiedzi udzieliło aż 85 proc. przedstawicieli kadry kierowniczej. Wciąż 14 proc. globalnie i 15 proc. przedsiębiorstw w Polsce nie ma planów i możliwości przekwalifikowania pracowników, na których role wpłynęła inteligentna automatyzacja. Natomiast 42 proc. odpowiedziało, że ich pracownicy mają możliwość przekwalifikowania się na miejscu, czyli w firmie.

Nieunikniona jest zmiana sposobu myślenia o automatyzacji. To nie jest zagrożenie dla pracowników. Roboty nie zabiorą nam pracy, choć technologia zmienia sposób, w jaki pracujemy. To znaczy, że rośnie zatrudnienie w rolach, które są najtrudniejsze do zautomatyzowania. Osób z takimi kompetencjami wciąż jest bardzo mało i warto rozwijać w pracownikach takie cechy jak kreatywność, empatia, elastyczność współpraca, nieszablonowe myślenie, czy umiejętności interpersonalne. Kolejne badania pokazują, że coraz częściej do pracy będziemy potrzebowali naszych głów i serc, niż rąk. Tę zmianę bardzo poważnie powinni przemyśleć też liderzy i zastanowić się nad wpływem, jaki będzie ona miała na ich pracowników. Trzeba poświęcić dużo więcej uwagi integracji ludzi i maszyn, edukacji oraz nowym rolom, które zostaną dla nich stworzone – mówi Wojciech Sygnowski.

Paweł Zarudzki, Dyrektor, Lider Robotic & Cognitive Automation

Piotr Kurek,  Zespół Robotyki i Automatyzacji Kognitywnej

Agata Lipiec, Marketing Manager

Wojciech Sygnowski, Partner, Lider obszaru integracji systemów